piątek, 12 października 2018

Cisza i spokój

   
     Kiedy kończy się lato i nadchodzi jesień, mam ochotę zaszyć się w domu i oddawać moim ulubionym zajęciom. Całymi dniami mogłabym szyć, robić na szydełku, piec ciasteczka, szukać nowych inspiracji w książkach i magazynach, planować świąteczne dekoracje... Z dala od hałasu i zgiełku. Marzy mi się tylko cisza i spokój. Tak się składa, że jest to również tytuł książki, w której się zaczytałam i którą chciałabym Wam polecić jako ciekawą lekturę na jesienny wieczór.
      "Cisza i spokój" opowiada wciągające historie ludzi, którzy po latach spędzonych w zakurzonym i zabieganym mieście postanowili zrealizować marzenia i swoje dalsze życie przeżyć na wsi. Wbrew przeciwnościom, na przekór dalszej rodzinie i zdrowemu rozsądkowi, często z zerowym budżetem szukali własnego miejsca na ziemi poza cywilizacją. Nie są to cukierkowe opowiastki w stylu "zamienili imponującą karierę w korporacji na sielankę na łonie natury". Nie brakuje naprawdę trudnych momentów, chwil zwątpienia, ryzykownych decyzji, wrogich zim i złośliwości rzeczy martwych. Za to zdarza się też błogi spokój i poczucie spełnienia. Satysfakcja z odkrywania w sobie siły i umiejętności, o jakie nikt by nas nie podejrzewał. Radość z bycia tu i teraz. Warto zajrzeć do tej książki, zwłaszcza jeśli sami nosicie w sobie potrzebę zmian, coś Was uwiera i pcha w nieznane. Może pomoże bardziej trzeźwo i realistycznie spojrzeć na Wasze marzenia, a może doda otuchy i zainspiruje. Mnie wciągnęła :)    
     A kontynuując temat moich jesiennych przyjemności w domowym zaciszu, otaczam się pamiątkami z naszego urlopu na Lazurowym Wybrzeżu. Drobiazgami, które przywołują beztroskie chwile. Popijam pyszną ziołową herbatkę. Na stole ułożyłam prowansalskie quiltowe podkładki zwane boutis kupione w uroczym sklepiku w Grasse, deseczkę z drewna oliwnego i słomkowy koszyk. Szyszki też przywiozłam z wakacji. Pilnowała ich zadziorna mewa zamieszkująca porośnięty wielkimi sosnami park w starej dzielnicy Cannes, ale jakoś udało mi się je zwędzić, kiedy nie patrzyła.  
     Przed wyjazdem na urlop doskonale wiedziałam, że powrót do rzeczywistości z tych wszystkich cudnych, skąpanych w południowym słońcu miejsc nie będzie łatwy. Dlatego wymyśliłam sposób, żeby osłodzić sobie podróż powrotną. Tuż przed wyjazdem zamówiłam kilka nowych drobiazgów do domu - żeby milej było wracać ze świadomością, że w domku jest miło i ładnie. Sprytne, prawda? ;) Dość długo szukałam nowych poduszek na jesień i w końcu zdecydowałam się na poszewki z Dekorii. Podoba mi się, jak chłodny szarobłękitny odcień oraz tweedowa krata komponują się z ciepłym drewnem, a wykończenie z pomponików dodaje im uroku. Jestem też bardzo zadowolona z nowej lampy, którą znalazłam w EK Concept. Do podstawy z postarzanego drewna dobrałam ciemnoniebieski aksamitny abażur i mam teraz dodatkowe klimatyczne oświetlenie obok sofy. Turkusowa poduszka w złote liście to już moje dzieło. Liście pomagał mi zbierać w parku mój mąż, a potem wystarczyło tylko pokryć je złotą farbą do tkanin i odcisnąć na materiale. Jeśli szukacie inspiracji na jesienny projekt DIY, bardzo polecam :) Ja pracuję już nad kolejnymi w zaciszu mojej pracowni.
     Udanego weekendu :) 
                       




















0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...